Jan Fijor: Jak przetrwać i osiągnąć sukces na emigracji


Jan FijorJan M. Fijor

W latach 80-tych wyemigrował do USA, mieszkał także w Meksyku, Chile i Argentynie gdzie był m. in. barmanem, maklerem, dziennikarzem, przedsiębiorcą, sprzedawał okna, komputery, nieruchomości, ubezpieczenia. Po 20 latach wrócił do kraju, założył wydawnictwo www.fijor.com, autor książki – Jak zostałem milionerem.

biografia
jak_zostalem_milionerem
Początki pobytu na emigracji

… W każdym razie, 16 marca 1985 roku, w samym apogeum peerelowskiej beznadziei, kiedy już nawet octu w sklepach zabrakło (przypominam tym, którym się marzy powrót peerelu!) wylądowałem z żoną, niespełna pięcioletnią córeczką i kilkoma walizkami na lotnisku Kennedy’ego, a po załatwieniu formalności (wiza, dokumenty pobytowe), dzień później na chicagowskim O’Hare. Naszym formalnym sponsorem była moja siostra Krystyna, tancerka „Mazowsza”, która nie powróciła z tournee zespołu w lutym 1982 roku i w Chicago wyszła za mąż. Faktycznie jednak, po kilku dniach mieliśmy lecieć do Kansas City, do Dixie Ryan, amerykańskiej dziennikarki, przyjaciółki Polski i Polaków, właścicielki i wydawcy magazynu Arabian Horse Times, miesięcznika specjalizującego się w problematyce koni arabskich, u której miałem pracować w charakterze researchera ds. rynku koni, który od strony podażowej zdominowany był przez klacze polskie. Niestety, w przeddzień naszego wyjazdu do Kansas, nad miastem przeszło potężne tornado, które powaliło m.in. dom Dixie, niszcząc także jej stadninę, budynki gospodarskie – słowem dramat. Nasz przyjazd został przeniesiony na „później”. Nigdy do tego „później” nie doszło. Państwo Ryan, w wyniku huraganu, wpadli w tarapaty finansowe, czego rezultatem był upadek Arabian Horse Times, a tym samym fiasko jedynego pomysłu, jaki na Amerykę miałem…

… Zaczepiłem się na chwilę, jako barman w „polskiej” tawernie, której współwłaścicielem był mój kumpel ze studiów. Niestety, od czasu wspólnego „waletowania” w akademiku, kolega zmienił się nie do poznania, praca u niego była koszmarem, tym bardziej, że płacił grosze – 2 dol. na godzinę. Barman żyje co prawda z napiwków, ale tam akurat napiwków nie było. Na szczęście, mniej więcej po miesiącu, w pojawił się w tawernie Richard, Polak, który właśnie otworzył restaurację w chicagowskim downtown i poszukiwał barmana. Po kilku słowach rozmowy, uznał, że znalazł go we mnie. Równocześnie z posadą barmana w eleganckiej restauracji „Pelican’s catch”, dostałem pracę korektora w Dzienniku Związkowym, jednym z najstarszych pism polonijnych. Za namową szwagra, a także pod wpływem p. Sheldona Gooda, właściciela agencji pośrednictwa nieruchomości, którą w weekendy sprzątałem, zapisałem się na kurs pośredników od nieruchomości.

A potem się działo

… Dzień przed odlotem z Chicago zadzwonił do mnie Ron Ziembiński z prośbą, bym mu przywiózł “parę funtów” chcagowskich kabanosów. Kupiłem na wszelki wypadek 10 kilo. Pech chciał, że walizka z kabanosami zaginęła gdzieś po drodze. Odnalazła się dopiero po trzech dniach. Podzwrotnikowe upały, w jakich się przez ten czas prażyła, wyszły kabanosom na zdrowie. Było to jakby brakujące ogniwo procesu technologicznego, dzięki któremu kabanosy z wytwórni Stanisława Bacika z Jackowa stały się bardziej sprężyste, jędrniejsze i bosko smaczne. Ziembiński był zachwycony i to mnie wcale nie zdziwiło. Polacy nawet w trzecim pokoleniu noszą w sobie gen polskiej żywności, ale reakcja Henry Chena, Chińczyka, partnera i radcy prawnego Ziembińskiego przeszła wszelkie wyobrażenia. Chen ugryzł kabanos, oczy zrobiły mu się mleczne, głęboko westchnął, po czym zawył jak zranione zwierzę – a trzeba wiedzieć, że Chińczycy są ludźmi powściągliwymi w reakcjach – wołając: Boże co to za cud?! Ułamał drugi kawałek i, delektując się nim, mlaskał, wzdychał, mruczał. Pół godziny później w apartamencie Rona degustowało moje kabanosy trzech innych biznesmenów chińskich: Pan Lee, największy importer mięsa na Tajwan i jego dwaj wspólnicy. Byli kabanosami zauroczeni, a ja urosłem do rangi buddyjskiego mnicha. Jeszcze tego samego wieczoru wydali na moją cześć przyjęcie, na któym smak boskiej kiełbaski poznało kilkunastu innych biznesmenów tajwańskich, z których każdy – w opinii Chena – wart był co najmniej 100 mln dol. Sława kabanosów sięgnęła w końcu p. Ken Siao, akcjonariusza i brata prezydenta OCC, który poprzez Chena wybłagał, abym na negocjacje w sprawie Denimu przywiózł “to polskie cudo”. Nie muszę chyba dodawać, że po takich reakcjach import kabanosów na Tajwan był tylko kwestią czasu. Na początek miałem wysłać 20 tonowy kontener z “próbkami”…

…Kiedy kupiliśmy hutę od syndyka masy upadłościowej, płacąc za nią niewiele ponad 1 mln dol., w magazynach znajdowało się towaru na ponad 2 mln dol. Wystarczyło tylko sprzedać znajdujące się tam kryształy, by zarobić na czysto prawie 100 %. Co więcej, ta licząca sobie ponad 700 lat firma o znakomitej renomie i gronie wybitnych specjalistów, miała kontrakty z czołowymi producentami kryształów m. in. z Waterford z Irlandii, dla któego była znaczącym poddostawcą. Zaraz po przejęciu zakłądu poleciałem do Buenos Aires, gdzie wraz z moim przyjacielem, Lutkiem, założyliśmy firmę dystrybucyjną…

Powrót

… Ostatecznie zrezygnowałem z planów osiedlenia się na Karaibach i wiosną 2002 roku, zacząłem się przenosić do Polski, co trwało prawie półtora roku. Wreszcie żadnych biznesów, żadnych spekulacji, żadnych inwestycji, tylko pisanie i Fijorr Publishing, które założyłem mniej więcej 8 lat temu, bardziej jednak jako hobby niż interes i źródło zarabiania pieniędzy. Znajomi kręcili kółka, dziwiąc się mojemu powrotowi. Niektórzy mioeli wręcz do nas żal, że opuściliśmy Stany Zjednoczone, najlepszy kraj na świecie. Wypominano mi, że teraz żyję sobie jak rentier, więc nie rozumiem jak trudno żyje się w Polsce, ale to była nieprawda. Moi bliscy także nie mogli tego zrozumieć. Po co ty pracujesz, skoro nie musisz? – spytał mnie kiedyś kuzyn. Podobne pytania zadawali koledzy w redakcji. Próbowałem im tłumaczyć, że taka jest moja hierarchia wartości, że dla mężczyzny praca jest ważnym elementem życia. Mimo zmian jakie zaszyły po 1989 roku, Polska początku XXI wieku żyje raczej rozdawaniem niż budowaniem. Tymi, którzy wzięli życie w swoje ręce, pogardzano, określając ich mianem pracoholików albo uczestników wyścigu szczurów …

nagrania

program
9.00 – 10.00 Rejestracja uczestników
10.00 – 11.30

Jan M. Fijor

Jak to naprawdę było?

Krótka biografia mojej emigracji. Pierwsza prace, pierwsze porażki i sukcesy. Przedsięwzięcia które mi wyszły i te, które upadły. Jakich błędów młodzi Polacy na wyspach mogą uniknąć korzystając z mojego doświadczenia.

Przerwa 15 minut

11.45 – 13.15

Jan M. Fijor

Sztuka sprzedaży metodą na zarobek

Większość mojej pracy zawodowej zawsze była związana ze sprzedażą. Byłem maklerem, sprzedawałem okna, ubezpieczenia oraz drinki jako barman. Jako agent nieruchomości byłem drugi w Chicago – sprzedawałem najwięcej. Miałem także duży epizod związany z handlem międzynarodowym.

Przerwa 75 minut

14.30 – 16.00

Jan M. Fijor

Ekonomia, wolny rynek i Austriacy

Najważniejszym zadaniem dla przedsiębiorcy jest poznanie drugiego człowieka. Wiedza dlaczego on działa, dlaczego pracuje, dlaczego oszczędza, do czego dąży jest podstawą przewidywania przyszłych trendów oraz popytu, a od tego już nie daleko do biznesu. Szybki wykład o podstawach ekonomi po mojemu.

Przerwa 15 minut

16.15 – 17.45

Jan M. Fijor

Cechy genialnych przedsiębiorców

Do majątku dochodzą różni ludzie, ale wbrew pozorom mają oni część wspólną. Co ich łączy, jakie cechy dominujące mają ci znani i nieznani milionerzy. Czego my uczymy w Alternatywnej Szkole Biznesu i Rozwoju Osobistego w Polsce i czego chcemy uczyć w Londynie.

sprawy_organizacyjne

Seminarium odbędzie się 20 marca 2010 w Londynie. Dokładny adres sali konferencyjnej podany zostanie wszystkim uczestnikom na kilka dni przed spotkaniem.

Rejestracja uczestników rozpoczyna się o godz. 9.00, a oficjalne rozpoczęcie spotkania nastąpi o 10.00. Jan M. Fijor będzie dzielił się swoimi doświadczeniami z Państwem od godziny 10.00 do 18.00 oczywiście z przerwami. Planowana jest jedna przerwa obiadowa około godziny w okolicach godz. 13.00. Nie zapewniamy obiadu, nie jest on wliczony w cenę seminarium.

formularz
Jeżeli zdecydowałeś się wziąć udział w seminarium wypełnij proszę formularz poniżej oraz opłać seminarium przelewem lub korzystając z płatności PayPal. Po wypełnieniu formularza dostaniesz na maila potwierdzenie zawierające wszelkie instrukcje dotyczące płatności.

Aby wybrać płatność PayPal, kliknij w poniższy baner “Bay Now”:



DANE OSOBOWE

Imię:  
Nazwisko:  
E-mail:  
Telefon:  
Uwagi:  



Koszt udziału w seminarium:
147 funtów

Płacąc w dniu seminarium:
187 funtów

PROMOCJA: Płacąc do 20 lutego
97 funtów

PROMOCJA: Zniżka grupowa
Grupy minimum 4 osobowe:
107 funtów/os.
Grupy należy zgłosić mailowo

Dane do przelewu

ASBIRO sp. z o.o.
ul. Spokojna 14
28-300 Jędrzejów

Rachunek Bankowy:
07 1020 2733 0000 2102 0054 0161

Tytułem:
Seminarium ASBIRO - Imię i Nazwisko